07.
„Zmieniałam się dla Ciebie (…). Gdzieś w środku malowałam się na jasno”*
Obudził ją jego głos –
niski, ochrypły, coraz głośniejszy. Ukryła za kotarą ciemnych włosów, a potem w
oliwkowej pościeli nieśmiały uśmiech. Śpiewał dla niej balladę - o smutku,
samotności i poszukiwaniu miłości. Gdy zauważył, że się obudziła, jego twarz na
krótką chwilę oblała się rumieńcem. Przymknął powieki, delektując się dźwiękami
wydawanymi przez stary, zakurzony fortepian, na który po raz pierwszy od wielu
dni padły pierwsze promienie wschodzącego słońca. Obawiał się, że jego palce –
odwykłe od klawiszy ulubionego instrumentu – nie będą w stanie wiernie oddać
emocji zalegających na dnie jego duszy. Jakże się mylił! Już w pierwszej
chwili, kiedy dotknął czarno-białej mozaiki klawiszy, poczuł spokój i stopniowo
narastającą ekscytację. Z początku był jak zawstydzony, lękliwy chłopiec, lecz
z każdym dźwiękiem wirującym w powietrzu – niczym drobinki kurzu – na jego
dłonie spływały coraz to większe pokłady pewności siebie i zdecydowania.
Uśmiechał się, a jego oczy pełne były roześmianych iskierek, które nieznajomy
odczytałby jako objaw wzruszenia. Z każdym, nawet najmniejszym, ruchem długich
palców nabierał przekonania, że czyni dobrze. Melodia, która wypływała z jego
serca, a którą formował za pomocą szybkich i zwinnych, tak dobrze wyuczonych ruchów
delikatnych, jeszcze chłopięcych dłoni, była jak efemeryczny płatek
rozkwitającego kwiatu. W ruchach jego ramion i palców, w twarzy pokrytej
skupieniem i nabożną czcią znać było pasję i ogromną tęsknotę za tym, co było,
i – miał nadzieję – jeszcze powróci. Zaczerpnął tchu i oblizał suche, pełne sennych
okruchów wargi; niepewny, czy mu się uda. Z jego ust po kolei wyrywały się ku
światu, ku uszom tej najważniejszej, najdroższej słowa ciche, acz piękne. Wyśpiewywał
swą duszę. Czuł łzy pod powiekami i suchość w gardle, kiedy widział
przed oczami poszczególne obrazy własnej przeszłości. Gdy zabrzmiała ostatnia
nuta i spuścił głowę, jeszcze długo trzymał palce na klawiszach fortepianu,
dawniej jedynym kompanie jego samotnych pojedynków na słowa. Choć przymknął
zmęczone powieki, wiedział, że jest blisko. Objęła go i przylgnęła jeszcze
ciepłym od snu ciałem do jego pleców. Milcząc,
mówiła mu o swoim uczuciu. Nie odzywali się kilka minut, wtuleni w siebie,
zespoleni niewidzialną nicią porozumienia, pośród oparów ciszy i niedzielnego
rozleniwienia.
– Minęły ponad dwa
lata, Nomelle – wyszeptał i zagryzł wargę. – Potrzebowałem tak wielu dni, by
móc wrócić.
– Narodziła mi się
rywalka – odrzekła po krótkiej chwili, nie bez śmiechu. Pocałowała go w kark. –
Mogę mieć tylko nadzieję, że to ja będę twoją pierwszą, tą najważniejszą, a jej
pozostanie rola kochanki.
Czy muzyka faktycznie
była tylko kochanką?
Kiedyś
– bardzo dawno temu – obiecałem sobie, że nic nie stanie na przeszkodzie mojemu
szczęściu. Nawet muzyka. Byli i w dalszym ciągu są ludzie, których kocham
mocniej niż ją. Kiedyś moje związki były bardzo toksyczne, pełne
niekontrolowanej zazdrości i gniewu. Z Nią nie musiałem się bać, Ona rozumiała,
wiedziała, że jest ponad wszystko inne.
.
Założyła nogę na nogę,
nerwowo skubiąc koronkowy materiał pudrowej sukienki. Wpatrywała się w tarczę
starego zegara, którego wskazówki poruszały się nadzwyczaj wolno. Gdy usłyszała
dźwięk otwieranych drzwi i cichy szmer w przedpokoju, mimowolnie podniosła się
z kanapy, wyczekująco spoglądając w stronę białych, do połowy otwartych drzwi.
Zanim jednak ujrzała jego granatowy sweter i zaczerwienione ręce, zdążyła
ponownie usiąść i oprzeć trzęsące się dłonie na czarnej poduszce.
– Nick? – Jej cichy
głos dobiegł go, gdy zajął miejsce za niewielkim stolikiem, na białym fotelu. –
Chciałabym wrócić do domu, do rodziców.
Przyglądał jej się
dłuższą chwilę i analizował w głowie każde jej słowo, nie mogąc pojąć sensu
całej wypowiedzi.
– Jak to, wyjechać? –
wykrztusił, natarczywym wzrokiem spoglądając w jej rumiankowe tęczówki. –
Zrobiłem, powiedziałem coś nie tak? Myślałem, że między nami wszystko w
porządku, że ty i ja… – Zamilkł, zaciskając palce na materiale jeansów. Miał
już otworzyć usta, kiedy powiedziała:
– Ty i ja to nadal my, pamiętaj o tym, Nick. – Podniosła
się z kanapy i niepewnym krokiem podążyła w jego kierunku. Usiadła mu na
kolanach, objęła za szyję i złożyła niewinny, krótki pocałunek na jego wargach.
– Jedź ze mną, o niczym innym nie marzę, wierz mi. Minęło wystarczająco dużo
czasu, byś mnie w sobie rozkochał, teraz czas, żebyś skradł serce mojej mamie,
a tatę przekonał, że jesteś dobrym i odpowiedzialnym mężczyzną. – Przyłożyła
swój zaróżowiony policzek do jego, pokrytego delikatnym zarostem. Wdychała jego
wodę kolońską i rozkoszowała się bliskością, by po chwili szepnąć mu do ucha: –
Musisz mu pokazać, że umiesz bronić mnie przed duchami, Nick.
– To ty mnie w sobie
rozkochałaś, nie ja ciebie, pamiętaj o tym, Nomelle. – Uśmiechnął się i mocniej
objął ją w pasie. Byli szczęśliwi.
.
Przetarła ręką lustro
nad umywalką. Znajdowała się zaledwie kilkadziesiąt centymetrów od szklanej
tafli, dlatego widziała dokładnie swoją bladą twarz, pokrytą rumieńcem i
kropelkami zimnej wody. Dotknęła nabrzmiałych, malinowych ust palcem
wskazującym, a potem całą dłoń przyłożyła do papierowej skóry policzka. Jej
matka zwykła mawiać, że cera jej dziewiętnastoletniej córki z każdym dniem jest
coraz delikatniejsza i bledsza. I miała rację, bo gdy Nomelle opuszkami palców
dotykała swojej twarzy, miała wrażenie, że muska najbardziej aksamitny kwiat,
który jest na tyle kruchy i ulotny, że może rozpaść się w każdej chwili, w ręku
człowieka zbyt porywczego i nienawykłego do subtelności. Taka był też ona,
nieuchwytna i łamliwa, jak filiżanka z saskiej porcelany. Przejechała opuszkiem
palca po mocno zarysowanej kości policzkowej, by po chwili utkwić wzrok w
spojrzeniu własnych tęczówek, których zieleń mocno kontrastowała z mleczną
cerą. W tych oczach tkwiła siła i determinacja. Choć częstokroć przypominała
spłoszoną łanię, była kobietą, która potrafiła walczyć i udowadniać, że została
stworzona, by kochać i być kochaną. Sama była miłością, najczystszą i
najpiękniejszą; uformowano ją jak pięknego motyla, który powstał, by swym
pięknem cieszyć ludzkie oko. Była piękna nie tylko na zewnątrz, miała duszę
bogatą i starą niczym świat.
Na nie do końca
osuszone ciało założyła cienką, białą koszulę nocną, a półmokre włosy niedbale
zmierzwiła ręką. Ostatni raz spojrzała na szklaną taflę, uśmiechnęła się do
siebie i wyszła z łazienki. Gdy weszła do sypialni, przyniosła ze sobą powiew
lata – jej włosy i ciało pachniały pomarańczami i cynamonem. Usiadła na skraju
dużego łóżka – jej stopy nie dotykały dębowej podłogi – a dłonie oparła na
wełnianym kocu. Widziała mokre ślady swoich stóp na panelach, a potem ujrzała
jego białe skarpetki. Niósł dla niej szklankę wody i trzy tabletki, które
kurczowo zaciskał w prawej dłoni. Wzruszyła
ją jego troska.
– Dzisiejsza dawka,
proszę. – Podał jej lekarstwo, a gdy oddała mu szklankę, powiedział ze
śmiechem: – Otwórz usta, muszę sprawdzić, czy faktycznie połknęłaś.
Szturchnęła go lekko w
ramię i pozwoliła, by pocałował jej mokre włosy, tuż nad prawym uchem. W tamtej chwili pomyślał, że jej zapachu
nigdy nie zapomni. Bezszelestnie wsunęła się pod ciepły koc, przykrywając
się pod samą szyję. Gdy zrobił to samo, oparła głowę na jego klatce piersiowej,
a on objął ją ramieniem. Palcem wskazującym rysowała na jego podkoszulku
nieokreślone wzory przez krótki czas, po chwili jednak uniosła głowę i wpatrzyła
się w jego twarz.
– Pocałuj mnie –
powiedziała cicho, a on podparł się na łokciu i zbliżył się do jej warg; na
ustach miał uśmiech. – Pocałuj mnie tak, jak gdybyś widział mnie ostatni raz,
jak gdyby jutra nie było.
Był zaskoczony jej
prośbą, dlatego początkowo jego pocałunek nie był inny niż zwykle, był
dokładnie taki jak pierwszy i przedostatni - delikatny i subtelny. Dopiero gry
trochę zbyt agresywnie ugryzła go w wargę, a w powietrzu usłyszał jej cichy
śmiech, a potem westchnienie, wplótł swoje palce w jej długie włosy i, niczym
lew polujący na swą ofiarę, zaatakował gąbeczki jej warg. Był szorstki, nieco
brutalny – dokładnie takim go pragnęła. Oderwał się od jej słodkich ust, gdy
wyczuł, że brakuje jej tchu. Z kpiarskim uśmiechem spojrzał w jej oczy, z
których wyczytał pożądanie i ekscytację. Już otwierał usta, by zapytać, czy
tego właśnie chciała, gdy poczuł jej wilgotne wargi na swoich. Oburącz
obejmowała jego twarz, a kiedy jej język złączył się z jego w miłosnym tańcu,
popchnęła go do tyłu, tak że oparł się o wezgłowie łóżka. Usiadła na nim
okrakiem, łydkami dotykając wełnianego koca, i na krótką chwilę oddaliła swoją
twarz od jego, by spojrzeć w jego czekoladowe tęczówki. Potem znów go
pocałowała, tym razem delikatniej.
– Kochaj się ze mną,
Nick – wyszeptała, oparłszy swoją dłoń na jego torsie.
– Nie jestem pewien, czy to dobry
pomysł, Nomelle… – Zamilkł, gdy spojrzał na jej twarz. Nerwowo przygryzła
wargę, chowając niesforny kosmyk włosów za ucho. Uciekała wzrokiem. Dotknął jej
podbródka, mając nadzieję, że spojrzy na niego, choćby przez sekundę, lecz ona
wyszeptała tylko:
– Nie chcesz?
– Nie chcesz?
– Bardzo chcę! – zaprzeczył.
– Tylko co z tym? – Dotknął palcem skóry
w okolicy serca. - Nie zniósłbym myśli, że wyrządziłem ci krzywdę… – Odetchnął
głęboko i znów przytrzymał jej podbródek. Tym razem spojrzała mu w oczy,
uśmiechnęła się nawet, gdy pocałował ją w czubek nosa. – Rozumiesz teraz? –
zapytał, z jej twarzą oddaloną od jego zaledwie o jeden oddech.
– Przekonajmy się o tym – powiedziała
cicho i wtuliła się w jego objęcia. – Ja po prostu… – zaczęła, z nosem
nieopodal jego obojczyka: – …chcę cię poznać dotykiem, Nick.*
– Jesteś pewna, że tego właśnie
pragniesz, że to właściwa chwila? – zapytał, cały napięty, w nerwach. – Mamy
przecież czas, całe życie przed nami. – Nie zobaczył zalążków łez w jej oczach,
kiedy przykryła je cienka skóra powiek. Pomyślała wtedy, że u niej czas to
towar deficytowy, ale z uśmiechem pokiwała głową.
– Nigdy nie byłam niczego bardziej
pewna, Nick – wyszeptała mu do ucha. – Teraz, tutaj, tylko z Tobą.
Bałaś się?
Bałam
się myśli, że kiedyś może być za późno,
że nie starczy na wszystko czasu. Tak dużo mieliśmy do zrobienia! Te wszystkie
„pierwsze razy”, które chciałam przeżyć razem z Nim: pierwszy pocałunek, seks,
jazda samochodem i na nartach, kradzież na niby, kąpiel nago o północy, a potem
wyczekiwanie na wschód słońca (…). Chcesz słuchać dalej?
Kradzież na niby?
Ukradliśmy
butelkę taniego wina i chrupiącą bagietkę. Smakowało jak nigdy! Pamiętam też te
emocje, adrenalinę i okrzyki radości już „po”. Potem powiedział, że dzień
wcześniej umówił się z kasjerką – przyszedł z kwiatkiem, powiedział co i jak,
zapłacił. Poszło jak z płatka… Umiał czarować kobiety, wiesz?
Powiedziałaś: „teraz, tutaj, tylko
z Tobą”. Dlaczego tam, dlaczego wtedy?
Może
to zabrzmi śmiesznie, ale ja naprawdę czułam się wówczas gotowa. Nie znaliśmy
się długo, raptem niecałe dwa miesiące, ale już wtedy wiedziałam, że właśnie z
Nim pragnę spędzić życie. Czasem wystarczy kilka godzin, by poznać człowieka.
My mieliśmy tych godzin dużo więcej, tylko dla nas dwojga, więc moja decyzja nie
była pochopna. Kochałam Go. Czy była to miłość młodzieńcza? Nie sądzę, zawsze
czułam się inna – teraz wiem, że to moja dusza była stara, jakby wyjęta z innej
epoki. Dlaczego tam? Ta kamienica to symbol, wspólny początek. Tam zdarzyło się
tak naprawdę wszystko. Przekonasz się…
.
Trzymał ją mocno w
swoich objęciach, czekoladowymi tęczówkami wpijając się w jej źrenice, zanim
szepnął na ucho, że kocha. Widział delikatny uśmiech spragnionych czułości,
dziewczęcych warg i spojrzenie pełne oczekiwania, niepewne tego, co ma się
stać. Zanurzył palce w jej włosach, pieszcząc swym słodkim oddechem płatek jej
ucha. Drżała pod dotykiem jego palców, kiedy muskał opuszkami delikatną skórę
policzków i scałowywał rumieniec zawstydzenia z kości policzkowych. „Twoja
skóra śpiewająca w moich dłoniach”. Pieścił
ustami jej wargi, żuchwę i powieki. Zamarzyło mu się znów policzyć jej długie
rzęsy, gdy cienka skóra przysłoniła zieleń ukochanych tęczówek. Jej drżąca dłoń
kurczowo zaciskała się na materiale starego podkoszulka, który opinał jego
klatkę piersiową. Pragnęła, by rozpalił w niej pożądanie, a jednocześnie lękała
się tych emocji – na razie kurczowo
je przytrzymywała, niczym rozszalałe psy na smyczy. „Płynę w białej łódce Twoich
ramion przez głęboką ciemność”. Odczuwał nienaturalny lęk przed tym, co
nieuniknione. Był jak podlotek, który pierwszy raz zakosztowuje wolności. Nie
wiedział do końca, czego się boi – uczucia, które zagnieździło się w każdej
komórce jego ciała, nowego życia, które wspólnie właśnie razem zaczynali, czy
tego, że nie jest wystarczająco dobry, by posiąść jej duszę i ciało; by być tym
pierwszym, wyjątkowym. Jej ciemne
włosy przepływały przez jego palce, gdy dotykiem poznawał jej szyję. Czuł
tętnicę pulsującą tuż pod opuszkami – naznaczył ją swoim językiem, który zdawał
się jej być ognistym płomieniem. „Bezradna czuję, jak płomienie palców
zapalają szyję ramion”. Czuł jej dłonie na swoim karku, a potem we
włosach. W powietrzu znać było ekstazę i zniecierpliwienie – niewidzialne nitki
brały w posiadanie ich ciała. Nie mogąc czekać, mocniej przylgnęła do jego
ciała, spijając z warg miłość i pożądanie. Jej pocałunki były zachłanne, pełne
zwierzęcego niepohamowania. „Czuję jak pęcznieją wargi, a spragnione
palce rąk miłych szukają”. Na krótką chwilę oderwała się od niego,
zabierając mu spod nosa pokarm, który wypełniał go od rzęs aż po pięty. Nerwowo
spoglądała na jego podkoszulek, by po chwili pomóc mu go ściągnąć. Gdy dotknęła
jego rozpalonej skóry, poczuła w dole brzucha coś, czego nie potrafiła nazwać. Jej
wargi muskały jego ramiona, a palce tworzyły niewidoczne szlaki wzdłuż
obojczyka. Uśmiechnęła się, skrywając twarz w jego bladej szyi. „Niecierpliwymi
rękami odnajdujemy siebie”. Wypuścił ją z rąk na milisekundę, a kiedy
mrugnął, zobaczył jej przymknięte powieki i mleczny kolor jej skóry na
piersiach i brzuchu. Wolno zbliżył się do niej i pozwolił, by pokierowała jego
dłońmi. Dotykał jej drobnych piersi, które kształtem przypominały mu dorodne pomarańcze.
Kaskada gęstych włosów opadła na plecy, gdy odchyliła głowę do tyłu. „Zamieniała
się w miękką owcę dla jego rąk, w świerszcza grającego na rzęsach, w jabłko dla
jego warg”. Gwałtownie nabrała powietrza do płuc, kiedy poczuła jego
wargi na swoich brodawkach – jego język pieścił jej nagie, drżące ciało, a ona
mimowolnie zaciskała palce na jego ramionach. Smakowała jak najlepsza
czekolada, była słodka i uzależniająca. Jego dłonie błądziły po jej plecach, a
usta kosztowały miękkiej skóry. Chciał znać ją całą, każdy skrawek ukochanego
ciała i najkrótszy włosek wokół pępka. Rowek między krągłym piersiami był
wilgotny od potu, kiedy wodził wzdłuż niego palcem wskazującym. „Palił
się tylko nade mną Twój oddech”. Jęknęła cicho, gdy zjechał ręką
poniżej pępka, odchylając nieznacznie materiał koronkowych majtek. Mimowolnie
złapała go za rękę, nie bez wstydu spoglądając w czekoladowe tęczówki. Szepnął
jej na ucho coś, czego nawet nie zrozumiała, zbyt pochłonięta tym, co działo
się w niej, w samiutkim środku. Była spragniona jego miłości, tylko w jego
ramionach czuła się bezpieczna. „Oczy moje rozpalone pieszczotą są jak
płomienie”. Pocałowała go krótko w usta, a chwilę później wygięła się
jak struna, z prawie bezdźwięczną rozkoszą na ustach, kiedy zbliżył palce do
źródła jej kobiecości, zaciskając na niej palce. Choć dostępu do jej niczym
nieograniczonej cielesności broniła mu cienka bielizna, poczuł, że jest gotowa.
„Wzbierają
strumienie, potoki, rzeki rozgorączkowanego śluzu”. Zanim pozbył się
czarnych majtek dziewczyny, scałował z jej ust strach, w powietrzu czując
zmysłowy głód ich dwojga. Trwał chwilę, jakby przygotowując się skoku, a potem zbliżył
swoje usta do jej łona. Nabierał w usta krótkie kosmyki, wodził językiem po
zakamarkach jej cielesności, aż słodki smak kobiety dostał się do wnęk jego języka
i policzków. „Pod dotknięciem płonącej zapałki Twoich palców wybucha płomień tak
gwałtowny, jakby w samym piekle się narodził”. Trzymał mocno jej uda, gdy
nie była w stanie kontrolować swojego ciała – palce kurczowo zaciskały się w
drobne piąstki na pomiętym prześcieradle, a palce stóp bezwolnie wbijały się w
twardy materac ogromnego łoża. Ciche, niekontrolowane jęki mieszały się z
nieśmiałymi prośbami, by przestał, bo to nie dla niej, bo nie wytrzyma.
Koniuszkiem języka zwilżyła suche wargi, odchylając głowę do tyłu, tak że mogła
zobaczyć nieskazitelnie biały sufit. Zakryła usta zewnętrzną stroną lewej dłoni,
nie chcąc, by krzyk prawdziwej rozkoszy wyrwał się z jej zaczerwienionych ust. „Wielka
chemia trzewi produkuje najwyższą temperaturę namiętności”. Spojrzał w
jej rozmydlone tęczówki, odrywając się na krótką chwilę od jej kobiecości, na
której zacisnął smukłe palce, i schylił się ku jej ustom. Smakował inaczej niż
poprzednio, jego wargi były lepkie, a pocałunek płomienny. Z rękoma na jego karku
i łydkami wokół bioder, zapadała się w sobie. Oddychała głośno, a krople potu
zrosiły jej mlecznobiałe ciało, gdy obejmowała go mocno, jakby pragnąc
zatrzymać czas w miejscu. „W pokręconych przewodach toczą się, płyną,
huczą rozcieńczone uczucia”. Ich palce złączyły się, kiedy przyparł ją
do ramy łóżka i długo spoglądał w tęczówki. Uśmiechnęła się do niego, gładząc
dłonią jego żuchwę. Lubił jej dotyk, taki subtelny i czuły. Znów ją pocałował,
chowając w swych dłoniach jej drobną twarz. W chwilę potem poczuł na swym
policzku jeszcze ciepłą łzę, a gdy otworzył oczy, ujrzał jej roześmiane lico. W
ciemność szepnęła, że kocha. „Zanurzam
się w mowie Twych oczu jak trzmiel kosmaty we wrzosie”. Zjechała ręką w dół
jego klatki piersiowej i zatrzymała ją w okolicy pępka. Jej palce, gładzące
skórę jego podbrzusza sprawiły, że przeszedł go przyjemny dreszcz podniecenia. Zanim
pozbył się bielizny, która do tej pory skrywała jego członek, kolejny raz złożył
na jej wargach namiętny pocałunek. „Splątani ramionami, głośnym oddechem”. Szeptał
jej do ucha słodkie obietnice, muskając palcami, a potem językiem jej piersi.
Tej nocy miał zamiar poznać każdy skrawek jej pięknego ciała, tak by móc wracać
myślami do tego widoku każdego następnego dnia. Widział i czuł, jak pod
dotykiem jego rąk drży cała, całkowicie bezradna i zdana tylko na niego. „Zaciskam
serce w rozbudzonych dłoniach”. Miała wrażenie, że nie było na jej
ciele żadnego miejsca, którego on nie posmakowałby swoimi ustami czy palcami.
Lubiła myśleć, że jest cała dla niego. On z kolei tak usilnie starał się poznać
każdy, nawet najmniejszy, zakamarek jej kruchego ciałka, że była niemal pewna,
iż byłby w stanie stworzyć mapę jej sylwetki, z dokładną lokalizacją każdego
pieprzyka czy niewielkiej blizny. „Płonącymi oczami mówimy sobie rzeczy
nieogarnięte słowem”. Nie przestawał jej całować, kiedy stopniowo
zbliżał się do niej jeszcze bardziej, choć ich ciała dzieliła odległość
kilkudziesięciu centymetrów. Gładził jej uda, a po chwili – wpatrzony w jej
źrenice, za niemym przyzwoleniem jej warg – zbliżył swojego członka do jej
łona. Objęła go mocno, chcąc być jak najbliżej, przygotowana na ból, ale i
rozkosz. „Zanurzał się w niej jak chrząszcz w płonącej nasturcji”. Ściskał
jej piersi, dotykał ud i jędrnych pośladków, a każde spojrzenie rzucane
ukradkowo na jej twarz zanurzoną w ekstazie upewniało go w przekonaniu, że to
właściwy czas i odpowiednia osoba. Zanim jęknęła głośno w przestrzeń, zdążył
zamknąć jej usta pocałunkiem – dźwięk rozkoszy rozlał mu się na wargi. „Niepohamowany
wciska się w najdrobniejsze szczeliny, pod paznokcie, pod powieki”. Trzymała
jego dłoń w uścisku swoich palców, usilnie wpatrując się w ukochane tęczówki.
Jej oddech był szybki, a serce niepohamowanie wybijało swój rytm. Czuła suchość
w gardle, choć ofiarowywał jej swe pocałunki nieprzerwanie, i pot na jego
plecach. Bezwolnie targała mu ręką włosy, tonąc w jego objęciach. „Odnajdywał
ją wśród czarnych gałęzi nocy, żeby powiedzieć, że jest dla niej”. Wziął
ją w ramiona i usadowił na swoich udach. Trzymając mocno, przyparł do wezgłowia
łoża i ponownie w nią szedł. Nie baczył na jej przyśpieszony oddech, kosmyki
mokrych włosów opadające na twarz ani na paznokcie wbijane w skórę jego ramion
czy pleców. Wpatrywał się w jej mocno zaciśnięte powieki i lekko drżące wargi, gdy
obejmował ją w pasie. „Budził dla niej nocne żyta, aby łasiły się
do jej bioder”. Otaczając kolanami jego kulsze, poruszała się to w
górę, to w dół. Wiedziała, że na nią patrzy, i może dlatego celowo nie
otwierała oczu; nie musiała. Czuła go w sobie i czuła ślady jego palców i warg
na każdym skrawku skóry. Bała się, że zaraz eksploduje, ale była pewna, że on
ruszy w ślad za nią i nie pozwoli jej upaść, nie bez niego. „Tulisz
mnie nagą kasztanami źrenic”. Wyczuwał, że jest już blisko, że nie
minie chwile, nim bezwładnie padnie w jego ramiona, dlatego też pochwycił ją
mocniej, szczelniej zamknął w swoich objęciach. I miał rację, bo chwilę później
dźwięki rozkoszy i krótki, przerywany krzyk kobiety spełnionej przeciął ciszę.
W półmroku, po omacku, z przymglonym wzrokiem szukała jego warg, które w końcu
znalazła. „Z głową przechyloną przez krawędź księżyca spadałam na dno nocy”. Po
chwili i on złączył się z nią w miłosnym uniesieniu, napierając rękoma na jej
talię, z cichym jękiem na ustach i szeroko otwartymi oczami, wpatrzonymi w jej
twarz. (…), robiło się coraz duszniej, a świat za oknem nabierał kolorów, kiedy
opadali zmęczeni na poduszki, mokre od potu i soków ich ciał. Zasnęli, wtuleni
w siebie nawzajem. „I tylko serce - jak obojętna pompa hydroforu - tłoczy krew na wszystkie piętra rozdygotanego
budynku, aby utrzymać w nim mimo wszystko temperaturę 36*6\'C”*
.
„(…), to trochę tak,
jakby wszystko uległo zmianie. Przede wszystkim ja – ta w środku i ta na zewnątrz.
Już nie rozpadam się w Jego ramionach, już nie szukam Jego wzroku. Bo wiem, że
jest. I będzie. Tak naprawdę On zawsze był – gdzieś w cieniu, w moich snach, w
moich myślach. Stał z boku, nie wychylał się.
Niewidzialny On.
… i niewidzialna ja”
Zjedli razem śniadanie,
które on dla nich przyrządził. Przez cały ten czas, gdy spoglądał na jej
mleczną twarz i momentami trzęsący się kubek z ulubioną herbatą w prawej dłoni,
miał wrażenie, że jest nieobecna duchem. O nic nie pytał, przypuszczał, że
prędzej czy później i tak wyjawi mu tajemnice swojego skrytego serca. Czekał,
godzinę, dwie, aż wreszcie się odezwała:
– To nasz ostatni dzień
tutaj, Nick. – Jej głos był cichy i jakby pełny smutku i tęsknoty. – Wieczorem
już nas tu nie będzie.
– Chciałaś tego,
pamiętasz? – Odstawił kubek z kawą i ujął jej zimną dłoń w swoje palce. –
Możemy zostać jeszcze kilka dni, jeśli tylko masz ochotę.
– Chcę wyjechać. –
Posłała mu nikły uśmiech. – Tylko nie potrafię i chyba nie chce się żegnać, nie
na zawsze.
– Więc nie rób tego,
nie żegnaj się, Nomelle. – Kucnął tuż obok niej i pogładził kciukiem jej
policzek. Miała łzy w oczach. – Wrócimy tu, będziemy wracać każdego lata,
obiecuję.
– Tu, w tej kamienicy,
może nawet w tej kuchni, wśród starych mebli i turkusowych kafelek, zdarzyło
się wszystko – szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza. Starła ją szybko
wierzchnią stroną dłoni i uśmiechnęła się lekko, zanim dodała, głosem równie
cichym i ulotnym jak poprzednio: – My się zdarzyliśmy, Nick.
Musnął opuszkami palców
jej ciemne dżinsy i uniósł jej drobne ciałko, by po chwili usiąść na jej
miejscu, a ją ulokować na swoich udach. Objęła go za szyję i krótko pocałowała
w czubek nosa. Kochał ją w tamtej chwili
bardziej niż kiedykolwiek.
Wróciliście tam, wracaliście
każdego lata?
Z
Nią byłem tam tylko raz, ostatni…
.
Zapięła ostatni guzik
zimowego płaszcza, a na głowę założyła granatowy beret. Potoczyła spojrzeniem
po czterech ścianach niewielkiego salonu, zanim na swojej dłoni poczuła jego
ciepłe palce, i odwróciła się w jego kierunku. Musiała mocno odchylić głowę,
żeby dojrzeć czekoladowe tęczówki bruneta.
– Masz wszystko? –
zapytał i ujął kosmyk jej włosów w swoje palce; tak bardzo lubił ich dotykać!
– Nie bardzo wiem,
gdzie w tej chwili znajduje się Znajdek – odparła i chwyciła za czarną torbę,
do której schowała wszystkie swoje ubrania. – Nie widziałam go od…
– Kot jest już w aucie
– przerwał. – Wszystko inne spakowane?
– Tak myślę. –
Obejrzała się za siebie i rzuciła okiem na kuchenny, sosnowy stolik, z którym
wiązało się tak wiele wspomnień. Ujęła jego dłoń, odruchowo ściskając ją
mocniej, niż zamierzała, i ruszyła w stronę drzwi wejściowych. – Chodźmy.
Kiedy przechodzili obok
sypialni, mimowolnie spojrzeli w stronę wielkiego łoża i starego fortepianu.
Każde z nich ukryło nieśmiały uśmiech w połach wełnianych szalików, kupionych
przed dwoma tygodniami na jednym z okolicznych straganów. Gdy Nicholas zamknął
drzwi i przekręcił klucz w zamku, nie ruszyli się z miejsca jeszcze przez
chwilę. Usłyszał jej ciche westchnienie i nim zdążył spojrzeć na jej twarz,
pociągnęła go w stronę schodów. Objął ją ramieniem, a ona mocniej wtuliła się w
jego gruby płaszcz. Mieli zamiar przekroczyć próg i wyjść na oblodzony chodnik,
kiedy za sobą usłyszeli ciche odchrząkiwania.
– Wyjeżdżacie? –
zapytał starszy pan, Alfred, ich sąsiad z dołu. – Młodzi tak mają, zawsze
gdzieś pędzą i pędzą, nie mają czasu nawet na herbatę i rozmowę z sąsiadem.
– Jedziemy do moich
rodziców – odparła, kładąc torbę na kamiennej posadzce i podchodząc do
mężczyzny. – Zdążyli zatęsknić, chcą mnie z powrotem w domu, rozumie pan. –
Uśmiechnęła się i przez chwilę wpatrywała się w jego starą, poszarzałą twarz.
Znienacka jednak objęła go z całej siły, składając krótki pocałunek na jego
policzku. – Za panem też będę tęsknić, właściwie już tęsknię. – Zaśmiała się,
oburącz ściskając jego dłoń. – Dziękuję, za rozmowę, herbatę, ciepły koc i
wszystko, co mi pan ofiarował i czego nauczył.
– Do usług, moje
dziecko. Wiesz, gdzie mnie znaleźć na przyszłość. – Spojrzał w stronę drzwi,
gdzie stał brunet, i, poprawiając okulary na nosie, dodał: – Opiekujcie się
sobą nawzajem.
– Tak zrobimy. –
Nicholas posłał mu nikły uśmiech i zwrócił się do Nomelle: – Jedziemy? Może uda
nam się uniknąć korków.
Pokiwała głową,
posyłając uśmiech w stronę Alfreda, i podniosła czarną torbę z ziemi. Zanim
wyszli, brunet posłał starszemu mężczyźnie uśmiech i kiwnął głową. Byli gotowi
do drogi, mogli zacząć kolejny etap swojego związku i nowego życia.
.
Jechali trzecią
godzinę, ale w żaden sposób im to nie przeszkadzało. Cieszyli się swoją
obecnością, nawet milczeniem tego drugiego; potrafili je zrozumieć i uszanować.
Raz po raz spoglądał we wsteczne lusterko, by sprawdzić, czy kot nadal smacznie
śpi, oraz na twarz siedzącej obok brunetki. Po trosze bał się tego, co miało
nadejść, ale i czekał na to z wielką ekscytacją. Po raz pierwszy w życiu był
dla kogoś na tyle ważny, że chciał zbliżyć się do tej osoby jak najbardziej.
– Co piszesz? –
zapytał, spoglądając z ukosa na gruby notes w ręku dziewczyny. – Będę mógł
kiedyś przeczytać?
– Tak, pewnie niebawem
– odparła i uśmiechnęła się lekko, choć trochę smutno.
(…), pamiętnik, skarbnica Jej myśli i
uczuć.
Czytałeś go?
Kiedyś,
dawno temu.
Było warto?
Tak,
to tak jakbym poznawał Ją na nowo, wiesz?
.
Stali przed średniej
wielkości, ceglanym budynkiem, otoczonym białym płotem. Trzymali się za ręce,
nerwowo spoglądając w stronę zasłoniętych okien. Westchnęła lekko, zagryzając
wargę, i mocniej naparła na jego palce. Pocałował ją w czubek głowy, mając
nadzieję, że odgoni to w jakiś sposób opary strachu i niezdecydowania, unoszące
się tuż nad nimi. Zrobiła pierwszy, nieśmiały krok i otworzyła niewielką
bramkę. Gdy znaleźli się na werandzie, odwróciła się w jego stronę i zajrzała w
czekoladowe tęczówki. Szukała w nich wsparcia. Po chwili, niepewna, nacisnęła
na metalowy dzwonek, a kiedy jej uszu dobiegł znajomy dźwięk, cofnęła się i
schowała w jego ramionach.
– Nomelle, dziecko, to
ty? – Usłyszała cichy, przestraszony głos matki. Wyjrzała zza połów ciepłego
płaszcza swojego ukochanego i spojrzała na twarz rodzicielki. – Ach, Nomelle!
Pobiegła w jej stronę i
mocno ją objęła. Ich łzy i pukle ciemnych włosów mieszały się ze sobą, kiedy
przyciskały do siebie swoje drobne ciałka, szepcząc słowa pocieszenia i
przeprosin.
– Mamo, tęskniłam… –
wyszeptała jej do ucha i schowała twarz w ulubionym, błękitnym swetrze matki.
Stał z tyłu i
obserwował. Czuł suchość w gardle i łzy, które mimowolnie napłynęły do oczu.
Schował ręce do kieszeni ciemnego płaszcza, unosząc głowę do góry. Zamiast w
niebo, spoglądał w drewniane deski, które wtenczas tak bardzo przypominały mu o
domku na drzewie, który zbudował razem z braćmi, i posadzce w salonie, którą
kładł razem z ojcem. Gdy usłyszał swoje imię i ciche słowa: „to ktoś ważny,
mamo”, zdołał tylko posłać w ich kierunku nieśmiały uśmiech, nim fala wspomnień
przysłoniła mu oczy.
Lubię Twoje słowa. Cieszę się, że jesteś.
OdpowiedzUsuńC.
UWIELIAM CIĘ <3 /Lebrun
OdpowiedzUsuńrozkleiłam się... / Lebrun
OdpowiedzUsuńTak bardzo się cieszę, że znowu tu jesteś - ze mną, z Nimi!
UsuńDziwnie się czułam, nie widząc Twojego nicku pod ostatnim postem. Tego opowiadania nie ma bez Ciebie, jesteś jego bardzo ważną częścią.
Zostań do końca, proszę. <3
będę do końca! zasługuje na to ta historia, ONI, a przede wszystkim Ty sama kochana! / Lebrun
Usuńhai!,
OdpowiedzUsuńzaczynając od początku, czytałam to w dziwnych warunkach, opalając się na trawie i troch mi świeciło ^^
ale zaczynając, myślałam, że to trochę będzie później, chodzi mi o ich zbliżenie, nie o to, że się za krótko znają czy nie znają na tyle dobrze na ile powinni, ale o to, że nie w tym, ale w następnym odcinku. byłam przygotowana na coś innego, na pewno nie na to! ^^
i wiesz co... boje się, jakoś tak wewnętrznie. w pozostałych odcinkach pisałaś, że stanie się najgorsze, czyli przyjdzie śmierć wtedy, gdy będzie najbardziej szczęśliwa, więc... mam dziwne myśli, może coś mi się ubzdurało albo może zgadłam. tylko szkoda, że tak szybko. mimo iż rok minął odkąd znowu piszesz, tak szybko będę musiała się z nimi pożegnać. to straszne, no. przywiązałam się do niej i do niego, w jakiś tam swój sposób i będę musieć temu pozwolić odejść.
co do samej sceny erotycznej, była fajna. nie wyuzdana, nie przerysowana. tylko ładnie wyważona! i te przerywniki pogrubioną kursywą, pasowały jak ulał. mogłam to czytać i czytać. swoją srogą Nick potrafi zadbać o partnerkę, uhuhuu ^^
scena ostatnia, niby smutna, niby wesoła. ale zrobiło mi się go szkoda. że ona wraca do matki, padają sobie w ramiona, a on? ta jakaś niemoc, że jego to jakiś sposób omija...
i był tam też moment, gdzieś wyżej, że wracali do tych miejsc, że z nią po raz ostatni. to takie boleśnie smutne. tragiczne wręcz. ale dla każdego człowieka co innego jest nazywane tragedią. może jednak będzie happy end, może wszystko będzie okej. może ułoży się i na moment uda im się uciec śmierci.
bardzo bym chciała, wiesz?
pozdrawiam,
Powiem szczerze, że podświadomie cały czas sądzę, że faktycznie to wszystko dzieje się odrobinę za szybko. Niemniej jednak nie chcę tego na siłę przeciągać - w pobocznych szkicach, "planie ramowym" to miało się stać właśnie teraz.
UsuńCo do samej sceny erotycznej - te kursywy (ukochana Hillar!) już sobie wymyśliłam/upatrzyłam na samym początku Kranka. Jest kilka scen, które w mojej głowie (lub plikach) są od 2011 roku i koniecznie chciałam je w taki sposób opublikować. Niemniej jednak nie jestem w 100% zadowolona z tego fragmentu, aczkolwiek z racji "cholera, nie umiem inaczej" - opublikowałam w tej formie/wersji.
Przygotuj się na dużą dawkę smutku, cierpienia, rozpaczy, A. Nie lubię o tym mówić, ale uwielbiam dramatyzm (nawet trochę przesadzony). Lubię sobie popłakać na dobrym filmie czy książce, dlatego też takich rysów nie mogło zabraknąć tutaj, w tej historii.
chyba muszę przygotować paczkę chusteczek, ojej! ^^
OdpowiedzUsuńale też lubię sobie popłakać na czymś dobrym, chociaż ostatnio dużo rzeczy i sytuacji mnie wzrusza. no i Krank do nich oczywiście należy.. :)
Wiesz, mnie chyba nikt nie pobije, jeśli chodzi o ilość wylanych łez na co drugim filmie, albo w sytuacjach najmniej spodziewanych. Nie ma takiej drugiej jak ja, ot co!
UsuńNa wszelki wypadek miej jakąś chusteczkę pod ręką, choć znając życie - tylko ja będę ryczeć, bo chyba nie jestem dobra w wywoływaniu aż takich emocji u czytelników. (;
byś się zdziwiła, ostatnio też płaczę na ...dużo by wymieniać, może to już po prostu życie nauczyło podchodzić do części spraw bardziej emocjonalnie, a nie na surowo ;)
Usuńna Kranku się wzruszyłam, ale płakać... jeszcze nie, wszystko przed Tobą!
Wzruszyłaś mnie, polały się łzy, choć właściwie nie wiem, dlaczego.
OdpowiedzUsuńŚledzę Twoją twórczość od bardzo dawna i z przyjemnością obserwuję przemianę, jaka w Tobie zachodzi - nie tylko w sferze piśmienniczej, ale też emocjonalnej i osobowościowej. Być może pomyślisz, że moje słowa są na wyrost, bo tak naprawdę nie zamieniłam z Tobą ani jednego słowa (pierwszy raz też komentuję), ale widzę Cię pomiędzy wersami tej historii. Jesteś w tym wszystkim tak wyraźna, nietypowa i intrygująca, że śmiem twierdzić, iż Twoje wnętrze jest równie piękne jak to, co tworzysz. A tworzysz rzeczy wspaniałe - niesamowicie enigmatyczne, efemeryczne i bardzo prawdziwe. Pomimo rysów odrobinę nierealnych (choć bardzo ujmujących) widzę w tych słowach prawdę. Ktoś inny mógłby rzec, że miejscami ta historia jest niewiarygodna, że bohaterowie tacy są... - nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, Aileen. Są tak realni i rzeczywiści jak Ty czy ja - i każde na swój sposób inne od tego drugiego. Pokochałam Twoją Nomelle całą sobą - być może dlatego, że jest tak bardzo podobna do mnie, choć moje lęki są całkiem inne. Rozumiem jej strach, ból, poczucie osamotnienia i nieumiejętność przystosowania się do współczesnego świata, do jego wrażliwości. Jej decyzje, działania czy słowa są w pełni uzasadnione. Równie mocno oddziałuje na mnie postać Nicholasa - tak wielu zagubionych chłopców było mi dane spotkać...
Krank to artyzm w czystej postaci. Twoje słowa wywołują wiele emocji i skłaniają do myślenia - zachwycam się nimi, ilekroć zapragnę znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. To opowiadanie jest piękne, Ty jesteś piękna.
Wytworzyłaś tu tak cudowny klimat - nawet dialogi mają swoją niepowtarzalną specyfikę, której próżno szukać gdzie indziej. Łączysz słowa w piękne konstelacje, które są jak miód na moją zbolałą duszę. Karm mnie tym dalej, nie odchodź,
Wielbicielka Ciebie i Twojej twórczości
Jedne z tych słów, które bardzo mocno inspirują i zachęcając do dalszej pracy; dziękuję Ci z całego serca!
UsuńPusto mi bez Twoich rozdziałów... / Lebrun
OdpowiedzUsuńkiedy coś nowego? /Lebrun
OdpowiedzUsuńNiedziela, słońce, pewnie późną nocą, bo jutro mam cały dzień zapełniony.
Usuń...albo i nawet dzisiaj, jak mnie coś tchnie; kto wie. Zaglądaj co jakiś czas, to chyba najlepsze rozwiązanie.