czwartek, 13 czerwca 2013


06. "(...) nie wystarczy ten nieprzerwanie wieczny pocałunek bez ust?"


Przemilczeli całą noc, wtuleni w ciepły koc i miękkość swoich rozgrzanych ciał. Połamana baletnica i on, żołnierzyk bez broni. Gdy zaczęło świtać, dotknął spierzchniętymi wargami jej bladego czoła, na które opadło kilka niesfornych kosmyków ciemnobrązowych włosów. Spojrzeniem zielonkawych tęczówek szukała jego wzroku, pośród oparów niewypowiedzianych słów. Kołysał ją w swoich ramionach, delektując się jej alabastrową skórą, i wdychał zapach jej włosów, który przypominał mu najsłodsze pomarańcze. Bo dla mnie jesteś uosobieniem lata - wszystkiego, co z nim związane. Mocniej wtuliła się w jego objęcia, a nagim stopom ich dwojga pozwoliła stykać się bez skrępowania. Czuła ciepły oddech na swojej szyi, kiedy spuściła głowę, spłoszona jego pytającym spojrzeniem. Po chwili jednak ponownie wpatrzyła się w jego usta, a potem oczy, odgarniając z czoła chłopaka poskręcany kosmyk czarnych włosów.
- Nick? – Cichy szept rozniósł się po niewielkim mieszkaniu, gdy przełknęła ślinę. – Myślisz, że jestem dobrym człowiekiem?
Delikatnie uniósł jej brodę, kiedy mocniej przywarła całym ciałem do jego klatki piersiowej, podkulając nogi i palcami prawej ręki wodząc po materiale szarej podkoszulki. Ich spojrzenia skrzyżowały się na dłuższą chwilę. Po chwili otworzył usta, by wyrzec:
- Skąd to pytanie? – Jego głos przepełniony był zdziwieniem, co znajdowało odzwierciedlenie również w jego oczach. Przygryzł wargę i lekko skrzywił głowę, by zobaczyć jej twarz z innej perspektywy. Spoglądała na niego wyczekująco, milcząc, dlatego po chwili dodał: - Nie znam mądrzejszej, silniejszej i bardziej pomocnej osoby od ciebie, Nomelle. Jesteś jak  mlecz – szepnął jej do ucha.
- Mlecz? – wykrztusiła, prostując się i opierając drobną piąstkę na jego udzie. – Jeszcze nikt, w całym moim dziewiętnastoletnim życiu, nie porównał mnie do mlecza. Zdajesz sobie sprawę, że każda inna dziewczyna na moim miejscu byłaby urażona i…
- … każda inna tak, ale nie ty – przerwał jej. Uśmiechnął się, spoglądając na jej zmieszaną twarz, i przysunął jej drobne ciałko bliżej siebie. – Jesteś tak samo delikatna, tak samo ulotna. Żyjesz chwilą, a każdy najdrobniejszy gest wykonany za szybko lub zbyt gwałtownie może sprawić, że uciekasz, kryjesz się. Podobnie jak mlecz, który – pozornie zwykły – dodaje uroku otoczeniu, w którym się rozwija, ty upiękniasz mnie i moje życie; nadajesz mu sens. – Dotknął jej policzka i przygryzł wargę. – Jak mlecz, leczysz i pomagasz. Leczysz moją duszę i serce, Nomelle. – Delikatnym i powolnym ruchem prawej ręki włożył kosmyk ciemnych włosów za ucho dziewczyny. – Choć nie każdy stwierdzi, że mlecz to symbol piękna, dla mnie taki właśnie jest. Ty taka jesteś, piękna i silna – dodał na koniec, przymykając na krótką chwilę powieki.


Podobało jej się to, co usłyszała?
Dopiero kilka miesięcy później dowiedziałem się, że uwielbiała polne kwiaty. Często mówiła: „Opowiedz mi znowu o mleczu”, siadała na kolanach, chroniła się w moich ramionach i słuchała. Nie zmieniłem ani jednego słowa, na koniec tylko dodawałem: „Kocham Cię, mleczu”.*



.


Przyłożył błękitny kubek do gąbeczek warg i pozwolił, by gorzka, czarna ciecz zwilżyła mu gardło. Wpatrywał się w przeciwległą ścianę, gdy usłyszał tupot jej małych stóp. Miała na sobie grube, brązowe rajstopy, sukienkę w kwiatki i za duży, wkładany przez głowę, biały sweter. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało i wyciągnęła rękę po naczynie z gorącą cieczą. I wiem, że tylko Ty i Twoje pocałunki są w stanie wyrwać mnie z sennego letargu; nie odchodź daleko.
- Głodna? – Gdy pokiwała głową, postawił przed nią miskę, płatki i mleko. Siadł na taborecie naprzeciwko niej, tak, by móc widzieć dokładnie jej twarz, lecz po chwili wstał nagle i podszedł do jednej z kuchennych szuflad. – Jeszcze cynamon – powiedział cicho, trochę nieśmiało.
Uśmiech rozjaśnił na chwilę jej bladą twarz. Zdołała pochwycić jego rękę, gdy przesuwał słoik z przyprawą po blacie sosnowego stolika. Przygryzła wargę, a chwilę później bezgłośnie powiedziała: „dziękuję”, co zdołał odczytać z ruchów jej warg – nie wiedział wówczas, czy dziękuje za teraz, za wczoraj czy za całe ich wspólne razem.


Zapamiętał, że lubisz cynamon…
Pamiętał dużo. Że lubię sukienki, za duże swetry, pomarańcze zamiast mandarynek. Że słodzę niecałą łyżeczkę, śpię przy otwartym oknie, że jak landrynki to tylko truskawkowe. Pamiętał, że raz w miesiącu ma mnie kochać pomimo krzyków, humorów i łez, że boję się pająków i mrówek, że czytam tylko nocą. (…), a przede wszystkim pamiętał i nigdy nie zapomniał, że mój świat zaczyna i kończy się na Nim.



.


Przepuścił ją w drzwiach, gdy wchodzili do „Raspberrian”, jednego z tych barów, które nie wyróżniają się niczym szczególnym. Choć nie czuła się tutaj najlepiej, próbowała ukryć swoje zmieszanie za kurtyną stale opadających na twarz ciemnych włosów i nieśmiałym uśmiechu. Poznał się na Tobie, uważaj! Zaprowadził ją do stolika pod ścianą, poczekał aż usiądzie na skraju obitego skórą siedzenia i dopiero wtedy zajął miejsce naprzeciw niej. Widział, jak nerwowo rozgląda się po pomieszczeniu i kurczowo trzyma się krawędzi krzesła. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie.
- Nie podoba ci się. – Nie było to pytanie, raczej stwierdzenie. – Chciałem ci pokazać, jak kiedyś wyglądało moje życie i… - przerwał, gdy zauważył wysokiego mężczyznę, kierującego się w ich stronę. Kiedy się zbliżył, a dym papierosowy stał się jeszcze bardziej intensywny, rzekł: - Witaj, Will.
- Kogo ja tu widzę? Nick? Nick Jonas! – wykrzyknął, a gdy mężczyzna wstał, by się przywitać, przytulił go i po męsku poklepał po plecach. – Stary, co tu robisz? Długo cię nie było, zaczęliśmy nawet myśleć, że wykitowałeś gdzieś w jakimś starym bloku, z przepicia, Bóg tylko raczy wiedzieć. Co u cie… - Potok słów przerwało ciche chrząknięcie i wzrok bruneta, który patrzył gdzieś w bok i ironicznie się uśmiechał. – William Malcolm – powiedział, prostując się i całując w dłoń towarzyszkę Nicolasa, gdy zorientował się, na kogo ten spogląda.
- Ciebie też dobrze widzieć! – powiedział głośno brunet, a po chwili dodał: - To Nomelle.
Uśmiechnęła się nieśmiało i niepewnym wzorkiem spojrzała na Nicolasa, który oparł jedną rękę na stoliku, a drugą niedbale zmierzwił ciemne włosy.
- O, widzę, że podjąłeś w końcu poważną, męską decyzję. Dobrze wiedzieć, stary. – Szturchnął go w ramię i głośno, nieco ordynarnie zaśmiał się, na co pozostała dwójka wymieniła lekko zdziwione i zaniepokojone spojrzenia. – Nie będę wam w takim razie przeszkadzał, gołąbeczki. Nick – powiedział na odchodne, kiedy był już w pół drogi – pamiętaj, że zawsze możesz wrócić.
- Wrócić? – wykrztusiła, kiedy była już pewna, że zostali sami. Naciągnęła na dłonie rękawy swetra i położyła je na brązowym, lekko zniszczonym stoliku. – Pracowałeś tu?
- Mówiłem, że chcę ci pokazać, jak żyłem kiedyś – odpowiedział, kiedy przełknął ślinę. – Grałem tu, ostatni raz pół roku temu. Potem… - Spojrzał na swoje dłonie, po czym przeniósł wzrok na jej mlecznobiałą twarz. - … potem wszystko się posypało.


„Wariuję co trzy minuty. Mam ochotę uciec, zniknąć, nie oglądać się za siebie. Śmierć zdaje się być prosta, szybka, taka i d e a l n a. Czy jest ktoś, kto czeka, składa ręce do modlitwy, kto w ciemność woła, że kocha? Nic nie przerywa ciszy, żaden szept, może tylko moje ciche westchnienie. I ten, co raz po raz gwałci swym sykiem symfonię deszczu, łez i bezbarwnego bezgłosu: „Pan zbrukanego żywota, chłopiec, który wśród tłumu zgubił kobietę swego życia: muzykę.

…i tylko ten płacz zastygły w czterech ścianach.
…i tylko ta krew zdobiąca ściany mego domu.
…i tylko ja, martwy i nagi pośrodku.”

 

.


- Zostańmy.  – Ujęła jego dłoń, gdy wstał, gotowy do wyjścia. – Posiedźmy tu trochę, zamówimy herbatę, pomilczymy, opowiesz mi o sobie trochę więcej niż zwykle. Dobrze? – zapytała cicho, opierając brodę na zaciśniętych dłoniach i nieśmiało, tak trochę ze strachem, spojrzeniem zanurkowała w czekoladę jego tęczówek.
- Naprawdę tego chcesz? Przecież widzę, że nie jest  ci tu dobrze. – Zwilżył końcem języka dolną wargę. – Za rogiem jest kawiarnia, pełno tam kwiatów, czarno-białych zdjęć i filiżanek nie od pary. Spodoba ci się – dorzucił po chwili namysłu.
- Zostańmy, Nick – poprosiła ponownie i schowała zmarznięte dłonie między wewnętrzną stroną ud. – Bo wiesz… - zaczęła powoli - …ja chcę posłuchać o twoim życiu, pomilczeć o swoim. Chcę mieszać herbatę o minuty za długo, kiwać się na skrzypiącym krześle, dziesięć razy pieczołowicie sprawdzać stronę z alkoholami, na które mnie nie stać, uśmiechać się krzywo do żartów i do nie żartów, chcę gapić się na rachunek jak na receptę z nieczytelnym bazgrołem tam, gdzie nazwa leku.* Chcę twoich słów i twojej historii, rozumiesz? A ten bar, ten stolik, te skórzane krzesła i ta niewielka scena, na której zwykłeś grywać raz w tygodniu… - Rozejrzała się po pomieszczeniu, wciągając nosem zapach tego miejsca i wyobrażając sobie jego dni bez niej. Zauważył, że spogląda na to wszystko nieco inaczej, trochę bardziej przyjaźnie, jakby mając na uwadze, że kilka miesięcy temu wodził po tym wszystkim wzrokiem nie do końca świadomym oraz błądził palcami po skórzanym obiciu krzeseł i drewnianym blacie stolika. Nie potrafiła ukryć swojej miłości do niego. - …to wszystko twoja historia.
- Dobrze, zostańmy – odparł cicho, nieco ochrypniętym głosem.


.


Pili trzecią filiżankę herbaty waniliowej. Za oknem dął lekki wiatr, który unosił biały puch w górę, sprawiając, że wszystko wydawało się odrobinę piękniejsze. Zanurzyła wargi w ciepłej cieczy i, wpatrując się w jego wystraszoną i nieco enigmatyczną twarz, wsłuchała się w barwę jego głosu. Lubiła słuchać, jak i co mówi. Opowiadał jej o jabłkach w karmelu, ulubionej gitarze i ostatniej, napisanej trzynaście miesięcy temu piosence. Mówił o początkach światowej kariery, smaku znienawidzonego budyniu waniliowego i sposobach na kaca. Nauczył ją radzić sobie ze stresem, co robić, gdy świat wali ci się na głowę oraz jak skutecznie dać do zrozumienia, że życie jest bezsensu. I wreszcie, po pięćdziesięciu dwóch minutach pełnych jej niewypowiedzianych słów, opowiedział jej o niej samej. Mówił o pomarańczowym szamponie, cynamonie do płatków, sukienkach w kwiatki i delikatnej skórze jej dłoni. Wyliczał dni, w których mówiła przez sen, chodziła nachmurzona oraz te, kiedy chowała się w jego ramionach średnio co piętnaście minut. Wpatrywał się w jej piękną, młodą twarz i zastanawiał się, czy rozumie jego szybko bijące serce, oczy pełne blasku i lekkie rumieńce na policzkach. Dostrzegasz moją miłość do ciebie? Przeraził się intensywnością spojrzenia jej zielonych tęczówek, dlatego spuścił na chwilę głowę, wodząc opuszkiem palca wzdłuż obwódki białej filiżanki. Nikt tak pięknie nie mówił o miłości.
- Nick? – mruknęła, wygodniej sadowiąc się na krześle. Gdy posłał jej lekki uśmiech i zanurzył wargi w aromatycznej cieczy, zapytała: - Żałujesz, że jestem tu z tobą? Nie chodzi mi o teraz, o to konkretne miejsce, pytam tak ogólnie. Żałujesz, że tamtego dnia usiadłam koło ciebie, że się mną opiekujesz, że opowiadasz mi o sobie?
- Czasem, tuż przed snem, zastanawiam się, co by było, gdyby tamten piątek trzynastego w ogóle się nie wydarzył, gdybyś ty mi się nie przydarzyła. – Zamilkł, jakby szukając odpowiednich słów. Miał tak wiele do powiedzenia, tak niewiele chciał przemilczeć. Czuł pot na karku i słyszał swoisty wyścig myśli w swojej głowie. Nie wiedział, od czego zacząć, co powiedzieć. (…), bo jak słowem opowiedzieć miłość? – Zastanawiam się i ciągle dochodzę do jednego wniosku: na półce nie stałby słoik z cynamonem, w łazience i w szafie nie byłoby twoich ubrań, a prawa strona łóżka, twoja strona, wciąż byłaby nietknięta. W powietrzu nie roznosiłby się zapach twoich perfum i ulubionej szarlotki, nie byłoby nikogo, kto w nocy przykryłby mnie kocem, a o poranku zaparzył pełny dzbanek kawy. Jadłbym samotnie śniadania, gadał do ściany i zastanawiał się, w którym momencie spieprzyłem swoje życie. Nie byłoby nikogo, kto chciałby słuchać, ciągnąć za język i tak usilnie wpatrywać się w oczy. Ja z kolei nie miałbym komu tłumaczyć, że będę silny za nas dwoje albo że jestem lepszy w scrabble. Nie tuliłbym do snu, nie kupował bułek w pobliskiej piekarni i nie zastanawiałbym się, czy wszystko, co mówię, ma sens. Nie czułbym się potrzebny, Nomelle – zakończył i pogładził jej dłoń kciukiem.
- Zdajesz sobie sprawę, że będzie mi bardzo ciężko się z tobą rozstać, kiedy to wszystko dobiegnie końca? – zapytała, ostatnie słowa wymawiając prawie szeptem, jakby wierząc, że wówczas moment ich rozstania nigdy nie nadejdzie.
- Nie chcę twojego pożegnania, jeszcze nie teraz – powiedział, czując suchość w gardle. – Ja nadal chcę być komuś potrzebny.


Czy aby na pewno tylko tego chciałeś?
Masz rację, bardziej zależało mi na tym, by to mnie ktoś potrzebował.
By Ona potrzebowała.
(…), a potrzebowała?
Jak nikogo innego, wierz mi.
 

.


Było zimno i wietrznie, a on stał na mrozie z żarzącym się papierosem w dłoni. Co jakiś czas kasłał, zasłaniając usta wolną ręką, i przymykając zmęczone powieki. Zastanawiał się, co może jeszcze powiedzieć, czy jest coś, co chciałaby usłyszeć. Miał wrażenie, że brakuje mu słów, historii i uczuć, o których mógłby szeptać, ukryty za nocną poświatą. Uniósł głowę i zapatrzył się w dal, na starą, pożółkłą kamienicę. Mijali go obcy ludzie, rozmawiali między sobą, czasem się śmiali. On stał, nieudolnie starając się ochronić skostniałe palce przed zimnem, i w duchu nazywał siebie głupcem. Choć nie do końca rozumiał tamtego siebie, był pewien, że nie chce powrotu do dawnego życia, tego bez niej. Odczuwał strach i niepewność, która nie pozwalała przekroczyć mu progu jego – ich – mieszkania. Nie chciał nazwać tego, co czuje; bał się odrzucenia, którego nie byłby w stanie znieść. Wiedział, że wówczas już by się nie podniósł, czekałaby go tylko śmierć.


Bałeś się śmierci?
Bałem się życia.
Nawet wtedy, przy Niej, z Nią?
Człowiek boi się wielu rzeczy – wody, śmierci, zapomnienia. Ja bałem się o Nią, wiesz? Każdego dnia. Wracałem do domu i zastanawiałem się, czy znajdę Ją uśmiechniętą, zaczytaną w ulubionej książce, czy skuloną na łóżku, w mokrej od łez koszuli nocnej. Bałem się Jej strachu, Jej łez i Jej cierpienia. Bałem się siebie. Jednak chyba najbardziej bałem, że pewnego dnia Jej nie znajdę, nie odzyskam. Bałem się codzienności bez Niej.
Bałeś się życia z Nią, ale i życia bez Niej?
Wtedy szczególnie. Bałem się pustych ścian, samotnego kubka, niepościelonego łóżka. Przerażała mnie cisza bez Jej głośnego śmiechu, stare książki nieprzyzwyczajone do dotyku Jej palców, duże okno odwykłe od spojrzenia Jej rumiankowych tęczówek.
Skoro tak wiele rzeczy Cię w Niej samej i Waszym wspólnym życiu przerażało, to jak – jakim cudem – udało Ci się kochać Ją ponad to, być, trwać przy Niej?
(…), wiesz, czasem miłość wystarczy. Czasem tylko ona trzyma cię przy życiu.



.

 
Siedziała na szarej kanapie, niedbale okryta wełnianym kocem. Promienie zachodzącego słońca oświetlały jej bladą twarz, pokrytą niebezpiecznie gęstą plątaniną strachu. Z każdą minutą kuliła się coraz bardziej, jakby pragnąc schować na parę chwil przed światem, ludźmi, może nawet przed nim. Spierzchniętą wargę zagryzła do krwi, której wiśniowy kolor dodał nieco kolorytu zmęczonej twarzy. Westchnęła cicho, a potem przymknęła powieki, napawając się ciszą. Nie wiedziała, czy chce uciec, czy schować się w jego ramionach. Próbowała zasnąć.

Wiedziałaś, że bał się Twoich łez, strachu, cierpienia… Że bał się o Ciebie?
Tak, choć stale próbował to przede mną ukryć – gdy tulił, szeptał do ucha, gdy mówił o miłości.
Skąd w Nim ten strach? Tak naprawdę bał się Ciebie; wszystkiego, z czego się składasz.
Bał się, bo nie potrafił z tym walczyć – z moich snami, myślami, czasem urojeniami. Bał się moich łez i bólu, bo nie umiał sprawić, by to minęło. Chciał mnie chronić, ale nie wiedział jak. Tak naprawdę nie mógł tego zrobić, było już za późno. (…), ale On próbował, wciąż i wciąż. I choć widziałam, ile Go to wszystko kosztuje, nie zrobiłam nic. Byłam egoistką, wiesz? Kochałam Go za bardzo. Jego i Jego strach o mnie. Powoli Go zabijałam…
Czy miłość to zbrodnia, grzech? Czy nie każdy ma prawo kochać…?
Miłość jest pistoletem, który rani. Jest krwią, która brudzi. Jest pogrzebem ludzkich serc, które nigdy nie będą umiały pokochać ponownie.* Czy rozumiesz teraz, dlaczego byłam dla niego mordercą? (…), tym najgorszym, bo umiłowanym, najdroższym; tym najpierwszym z pierwszych.

 
.


Wszedł do mieszkania. Zastanawiał się, gdzie ją znajdzie – na kuchennych kafelkach, w tym samym miejscu, co ostatnio, na niepościelonym łóżku czy w łazience przesiąkniętej zapachem jej ciała. Przystanął na krótką chwilę. W myślach ciągle miał obraz jej zielonkawych tęczówek, wpatrzonych w jego usta, a potem oczy. Uśmiechnął się, uzmysłowiwszy sobie, że tak właściwie ona już wie – choć powiedział wiele, nie wyjawił wszystkiego, a mimo to był pewny, że zdołała odczytać całą prawdę, tą przemilczaną i niewypowiedzianą. Leżała na szarej kanapie, znającej jego łzy, wśród czterech ścian niewielkiego salonu, które cierpliwie przyjmowały jego płacz i krzyk przed kilkoma miesiącami. Spojrzał na jej twarz, delikatną i zaspaną, i szczelniej okrył jej kruche ciałko kocem. Usiadł na niewielkim skrawku kanapy i wpatrzył się w białą ścianę, którą gdzieniegdzie zdobiły prawie niewidoczne krople zeschniętego wina. Pamiętasz jeszcze tamten potłuczony kieliszek i smak alkoholu w kolorze wiśni? Gdy poczuł dotyk jej stóp na swoich udach, spojrzał na nią. Spała, z rękami u lewego polika i kosmykiem długich włosów na twarzy. Po chwili jednak, choć nie patrzył już w jej stronę, poczuł, że się obudziła. Jej roześmiane oczy, skryte jeszcze za cienką kotarą marzeń sennych, długo wpatrywały się w jego profil, by po kilku chwilach niezdecydowania spuścić zawstydzony wzrok. Cicho przełknęła ślinę i zwilżyła dolną wargę. Czuła szybsze bicie serca i ekscytację, która wystąpiła na policzki w postaci dorodnych rumieńców. Podkuliła nogi, jakby jeszcze nie pewna, czy to czy ten czas, czy to ten człowiek. Zdała się na serce, które wygrywało najpiękniejszą pieśń o miłości, i zbliżyła się do niego, składając cały ciężar ciała na łydkach. Dopiero wówczas spojrzał na nią – miał twarz oblaną szczęściem, zanurzoną w utopijnej wizji rzeczywistości.  Chciała coś wyrzec, zapytać, czy może, czy w ogóle jej wolno, lecz nie minęła sekunda – jedna, druga – gdy dotknęła spierzchniętymi ustami jego warg. Była w tym wszystkim taka nieśmiała, taka delikatna! Taka jego. Kosztowała go powoli, po swojemu, świadoma, że nie potrzebuje i nie może się śpieszyć. Chciała zapamiętać tę chwilę na długo – chciała pamiętać ją zawsze. Obejmując jego górną wargę, uśmiechnęła się lekko, tak nieznacznie. Czuła ciepło rozlewające się w jej chorym, zakochanym sercu i przyjemny ucisk w dole brzucha. Była tak bardzo szczęśliwa, a jednocześnie tak dziecięco roztrzęsiona. Bała się cokolwiek zepsuć, pokazać, że jeszcze nic nie umie, że potrzebuje i chce jego pomocy. Oderwała się od jego warg i bardzo nieśmiało, niepewna jego reakcji, spojrzała mu w oczy. Uśmiechnął się, iskierki radości tańczyły w jego źrenicach, wyczuła, że on też czekał na tę chwilę. Ponownie musnęła jego wargi swoimi, a gdy na biodrach poczuła ciepły dotyk jego palców, nieśpiesznie, powoli przeniosła swoje ciało na jego uda, oplatając go w pasie łydkami. Chciała być blisko, bliżej niż kiedykolwiek. Chłodny dotyk jej trzęsących się palców na jego twarz sprawił, że przeszedł go przyjemny dreszcz. W powietrzu czuł jej strach i ekscytację, wyczuwał też miłość. Przejechał językiem po jej wardze, którą chwilę później delikatnie przygryzł, a słysząc jej cichy śmiech, mocniej naparł na zaczerwienione, dające i biorące rozkosz, gąbeczki dziewczęcych ust. Ich języki spotkały się, a ona pragnęła jedynie zatracić się w tym pocałunku. Pamiętała później, że smakował lepiej niż w najpiękniejszych snach, inaczej niż ostatnio.


...to był chyba przełomowy moment, ten najważniejszy.
(…), to przecież tylko pocałunek.
Wiesz, czasami najbardziej wyuzdaną fantazją potrafi być chęć, żeby się położyć, przytulić i zasnąć w czyichś objęciach. *



.


Usnęła w jego ramionach. Śniła o dalekich wyspach, różowym oceanie i wiaderkach pełnych truskawkowych landrynek. Gdy otworzyła powieki, on już tam był, by wysłuchać o morskich potworach. Jej pocałunek „na dzień dobry” i głośny śmiech przecinający poranną, rozmokłą od śniegu ciszę były lepsze, bardziej orzeźwiające niż filiżanka mocnej, czarnej kawy. Milczeli, ona – z głową na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w miarowe bicie jego serca – i on – otulony miłością i ciepłem jej ciała. I tylko raz – znienacka – uniosła głowę, by dojrzeć czekoladę jego tęczówek.
- Kocham cię... – Nie wiedzieli, kto pierwszy wymówił te proste słowa, tak długo wyczekiwane, tak upragnione. Uśmiech rozjaśnił ich twarze w tym samym momencie, a śmiech pełen łez wzruszenia i ogromnej czułości rozproszył ciszę czterech ścian.
- …jak wariat – dodał on.
- …jak wariat – powtórzyła ona.

 

„Jego pocałunki są jak narkotyk.”
„Pamiętam, że mówiła o truskawkach, szampanie i czekoladzie.”
„Chciałam zatonąć w Jego objęciach.”
„Zasypiała w klatce moich ramion każdego dnia.”

 

*
 

* tytuł: Świetlicki
* „Kocham Cię, mleczu” – inspiracja z powieści Melvina Burgess’a, „Ćpun”
* soup.io
* pinger.pl
*soup.io

12 komentarzy:

  1. Wystarczyło mi przeczytać jedno, małe słowo - "Nick" i już wiem gdzie się znalazłam i do kogo wróciłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo. Ta magiczna miłość i oni, idący naprzeciw światu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ta magiczna miłość i oni, idący naprzeciw światu" - będę nieskromna i powiem: lepiej bym tego nie uchwyciła!

      Dziękuję, że jesteś!

      Usuń
  3. Tak sobie czytałam powolutku, raz, drugi i trzeci, delektując się tymi skrzętnie posplatanymi ze sobą słowami, Ich historią, która z tak odległej, choć znajomej, ponownie stała się bliska. Bardzo się cieszę, że mogę znowu doświadczać Twojego pisania. Cudownie wszystko przedstawiłaś, zaletą jest, że rozwiewasz niepewność, niepokój, tajemnicę, jakimi spowity jest Nick, ukazując nam niejako jego przeszłość, wcześniejsze życie. Nam i Nomelle, oczywiście, bo ona też wszystkiego nie wie.

    Łapie za serce również Ich strach. Bo przecież już od samego początku to opowiadanie owiane jest lękiem, który ujawnia się w wypowiedziach bohaterów, w sytuacjach, w których się znaleźli, w Ich sposobie zachowywania się. Są przerażeni zbliżającym się niechybnie końcem (tak mnie się wydaje), swoją wzajemną miłością i bliskością, jaką zaczęli doświadczać. Otworzyli się, a to wymaga wiele.

    Pisz, poprawiaj, udoskonalaj, bo są osoby, które niecierpliwie czekają, o!

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Okej. W końcu jestem. :)
      Zacznijmy od tego, że tęskniłam. Bardzo. Mało teraz jest w sieci opowiadań, które mnie zainteresują albo zaintrygują swoim stylem, akcją albo tym i tym. No cóż.
      Mam taką jedną uwagę, na początku pisałaś o Nomelle, że jest blondynką, teraz jest brunetką. Albo to moje niedopatrzenie (?). Wydaje mi się, że mam racje. Powinnaś to albo zmienić, albo napisać, że zafarbowała gdzieś tam włosy na ciemny. Albo to chodziło o kogoś innego (?).
      Następnie, chcę powiedzieć, że sytuacja między N & N, nareszcie dostała rozruchu. Szkoda mi jej, że ma chore serduszko i czeka na przeszczep (po przeczytaniu całości jeszcze raz, w końcu to wyłapałam), w tak młodym wieku, a już coś takiego.
      Nick pokazując jej swoje życie "od podszewki", też jest na swój sposób uroczy. Chce ją zapoznać z tym, jaki był, i co się stało... no właśnie, co? Co się wydarzyło, że ucieka przed światem, rodziną, dawnymi znajomymi? To jest nadal owiane tajemnicą i troche... smutne?
      Ogólnie to opowiadanie wydaje się przesiąknięte takim smutkiem i uciekaniem przed najgorszym - śmiercią. Jeden drugiego ulecza - to jest słodkie - pokazuje, jak można być szczęśliwym w swoim nieszczęściu i czerpać z życia garściami. Jeden od drugiego w jakiś sposób jest uzależniony, chce pomóc nie wiedząc - w przypadku Nomelle, ile zostanie mu czasu na tą pomoc.
      Po cichu liczę na więcej ich czułych momentów, miłosnych uniesień, uśmiechów i radości. Prawdziwej miłości. Chociaż to w jakiś sposób jest lekko infantylne, to fajnie tak sobie poczytać o tej ich miłości, która jest cudowna i jedyna.
      "Kocham Cię, mleczu", to takie subtelne i kochane. Pasuje do niej. (Jakby jednak była blondynką to by pasowało jeszcze lepiej, ze względu na jej kolor włosów.)
      Czekam na więcej. W najbliższym czasie, mam nadzieje.
      Pozdrawiam, A.

      Usuń
    2. Zgadza się, w pewnym momencie (gdzieś na początku) zmieniłam koncepcję wyglądu Nomelle - z blondynki stała się ciemną brunetką. Byłam mocno zdziwiona Twoimi słowami, ponieważ pamiętam, że dokładnie przeszukiwałam wcześniejsze rozdziały, żeby zmienić ten drobny szczegół - zrobiłam to dwa lata temu. Po głębszym namyślę dochodzę do wniosku, że to wina "starych" rozdziałów Kranka, które zalegają na mojej poczcie od 2011 roku. Te wersje znacząco różnią się od postów, które zostały opublikowane na blogu - delikatnie je ulepszyłam. Niestety, nie posiadałam opublikowanych rozdziałów, jedynie ich prototypy. Kiedy zorientowałam się, że to, co początkowo tu umieściłam, różni się od faktycznych publikacji, prześledziłam niedbale akapity, dokonałam podstawowych korekt i na tym skończyła się przygoda ze starymi rozdziałami. Dziękuję, że zwróciłaś mi uwagę na ten poważny błąd. W wolnej chwili poprawię to i resztę potencjalnych błędów.

      Ta historia od początku taka miała być: smutna, pełna lęku (śmierci, choroby, demonów przeszłości), owiana tajemnicą, opowiedziana tak trochę nie do końca. Mogę mieć tylko nadzieję, że choć w niewielkim stopniu udało mi się tego dokonać.

      Postać Nicholasa to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, bo jest on szalenie skomplikowany pod względem charakterologicznym. Nigdy nie chciałam odsłonić Wam Go do końca, jeśli wiesz, co mam na myśli. Taki ma być - trochę niedokończony i pełen sprzeczności. Tak naprawdę otwierałam furtkę do jego przeszłości z każdym poprzednim rozdziałem, ciągle do tego wracam, jeśli dobrze się przyjrzeć. Jego przeszłość jest jak bumerang i ta historia to pokazuje - być może tylko ja, jako autorka, to dostrzegam.

      Nick to przykład człowieka, który w krótkim czasie osiągnął bardzo wiele, zdążył zakosztować swego rodzaju władzy, ale równie szybko spadł na samo dno. To portret bohatera, który wraz z upływem czasu i pewnymi wydarzeniami traci wiarę i przeświadczenie, że zasługuje na więcej. Jest enigmatyczny, trochę ulotny, może nawet nie do końca realny. W pewnym momencie swojego życia poczuł się trochę lepszy od innych, zakosztował życia, od którego stopniowo się uzależniał, i tak naprawdę zatracił siebie. Jest zagubiony - w świecie, życiu, sobie i, co ważniejsze, we własnej historii. Życie mocno dało mu w tyłek, poczuł się odrzucony, samotny i niezrozumiany. Nie dostrzegał swoje zmiany, winę widział w każdym, tylko nie w sobie. Gdy wreszcie uzmysłowił sobie, że robi źle, poczuł wstyd. I to on po trosze nie pozwala mu wrócić do dawnego życia, przyjaciół i rodziny. Nie potrafi sobie poradzić z własną przegraną. To wszystko w tej historii jest, mam nadzieję, że nie jest to widoczne tylko dla mnie.

      Masz rację, to wszystko jest nieco infantylne - zawsze takie było. Dokładnie tacy są Oni: zachowują się jak dzieci, które lękają się wielu irracjonalnych rzeczy. Przez to właśnie ta historia jest taka inna, dla mnie - cudowna i, jak mówisz, jedyna. Dam Ci jeszcze trochę tej Ich miłości, obiecuję; tej krankowej, takiej innej.

      Dziękuję za obecność i każde najmniejsze słowo. Cieszy mnie, że nadal tu jesteś, A, bardzo!

      Usuń
  5. To taki piękny powrót...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło czytać takie słowa. Szczególnie teraz.

      Usuń
  6. Nie wiem co mam napisać, przeczytam jeszcze raz i dopiero napiszę. Chociaż, na wstępie powiem, że powoli zbierałam się do czytania Twojego kranka, rozkoszowałam się każdym zdaniem, każdym wyrazem, wszystkim z osobna. Tyle na razie, na coś więcęj musisz poczekać, bo jeszcze się nie odczarowałam i chcę więcej, co raz więcej. Po prostu cudowne, piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem gotowa. Czytać to mogę bez końca. Daje mi wiarę w miłość, tylko szkoda, że taka romantyczna, idealna nie istnieje. Chociaż, pozostaje nadzieja.
      Co do Nicka i Nomelle, wydaje mi się, że ich milość jest strasznie krucha. Chłopak boi się, że to, jak porcelana, rozbije się na maleńkie kawałki, których nie będzie dało się skleić. Nomelle... ciężko cokolwiek mi o niej powiedzieć. Kocha, jest kochana,to dlaczego boi się życia? Przecież podobno ludzie, którzy zaznali miłości, zaznali również spełnienia. Muszę się cofnąć wstecz, dowiedzieć się dokładnie co jej siedzi w głowie. Żałuję, że przegapiłam te opowiadanie na onecie, żałuję. Muszę się cofnąć i może wtedy wyjaśnią się moje obawy, znajdę odpowiedzi na moje pytania.
      Już Ci to tyle razy powtarzałam, ale powtórzę jeszcze raz, kocham Twój styl, Twoją umiejętność pisania, tworzenia metafor. Moje, jak ja to lubię mówić, pisajki, są niczym w porównaniu z Twoimi. Mam nadzieję, że nie każesz nam długo czekać na kolejną część przygód Nomelle i Nicka.
      Pozdrawiam,
      Spragniona Twoich metafor, Melatonina

      Usuń
    2. Wiesz, M, bardzo bym chciała, żebyś pewnego dnia przekonała się, że miłość naprawdę istnieje (również ta romantyczna, nieco wyidealizowana). Jednocześnie sama chciałabym tego doświadczyć na własnej skórze, aczkolwiek mnie nikt nie wmówi, że miłości nie ma, co to, to nie - nawet teraz, kiedy tak naprawdę jej nie skosztowałam.

      Nomelle nie boi się życia, przeciwnie - ona boi się śmierci (odsyłam do poprzednich postów, szczególnie piątki). Tak naprawdę ze śmiercią i przemijaniem jest zaznajomiona już od najmłodszych lat - swoją drogą bardzo mnie ciekawi, dlaczego do tej pory nikt nie zwrócił uwagi na jej ogromne wyrzuty sumienia i poczucie winy we wcześniejszych publikacjach. Nomelle - podobnie jak ja - boi się przedwczesnej śmierci. Jej choroba nie pozwala jej normalnie funkcjonować - stąd te ciągłe obawy, że nie doczeka następnego dnia.

      Zarówno On, jak i Ona czuję się spełnieni, wierz mi. Szczególnie teraz, gdy się odnaleźli, i mogą być po prostu sobą; niczego nie udawać.

      Dziękuję za te kilka słów i, co ważniejsze, obecność tutaj. Na dniach (tak myślę) dam Ci posmakować Ich dalszej historii.

      Ściskam,

      Usuń