poniedziałek, 10 czerwca 2013


00. "Dotknij sercem szorstkich stron naszej historii - zamknięto tam Ciebie, mnie i naszą nieskończoność"


„Nie opowiem nikomu o swojej miłości, o tym, że mogłabym spłonąć, gdyby umarł, że każde jego słowo zostaje we mnie i powoli wypiera pustkę; nie składam się z niczego, co nie jest nim, wspomnieniem o nim, marzeniem o nim. (…) Nie opowiem nikomu.” *
 

... w takim razie Ty to zrób, Nick.

 

*



Zimny wiatr wdarł się przez szczeliny drewnianego okna, sprawiając, że ciało dziewiętnastoletniej brunetki zatrzęsło się, kiedy, niedokładnie okryta kocem, w za dużym bladoróżowym swetrze, kartka po kartce, wertowała stary, zakurzony album. Jej delikatne dłonie sprawnie przewracały stronice, co rusz zatrzymując się, by z nieśmiałym uśmiechem na ustach bliżej przyjrzeć się poszczególnym kadrom z jej własnego życia. Nie pamiętała wszystkiego, zbyt skupiona na pesymistycznych myślach dotyczących niedalekiej przyszłości; wciągnięta do świata, który napawał ją strachem i odbierał resztki nadziei; zajęta walką z największym wrogiem - śmiercią.
 

Boję się, że zabraknie mi czasu. Nie zdążę zrozumieć ludzi, nie dowiem się, jacy są naprawdę. I zabraknie mi czasu na to, by ktoś mnie zrozumiał. Boję się szybkich ocen i błędów, które wszyscy popełniają. (…), i wiesz, we mnie jest masa strachu, o który nikt nawet nie zabiega. *

 


.

 
 

Jego gładkie, długie palce – jakby stworzone do gry na fortepianie – błądziły po nagiej skórze rudowłosej piękności; obrysowywał nimi zarys jej pełnych ust oraz dorodnych piersi, gładził subtelnie fakturę jej skóry, tworzył szlaki wiodące w dolne partie jej ciała, po to tylko by rozpalić ją do czerwoności.

Zbliżył usta do jej warg, nie dotykając ich - widział pożądanie w oczach dziewczyny, delektował się nim, po czym delikatnie przygryzł jej dolną wargę - ta, jakby w odpowiedzi,  wysunęła koniuszek języka, po chwili przejeżdżając nim po wardze partnera. Brązowowłosy uśmiechnął się zadziornie, wsunąwszy obie dłonie pod materiał jej koronkowej bielizny - dłońmi wodził po nieskazitelnie gładkich pośladkach. Nachylił się nad muszelką ucha dziewczyny i, uprzednio dotykając jej językiem, wyszeptał:

  Podnieś się, Shiri.

Kąciki ust rudowłosej uniosły się tajemniczo, kiedy wykonywała polecenie mężczyzny. Usiadła, krzyżując nogi, po czym chwyciła jego dłoń i położyła ją w najbardziej intymnym miejscu męskiego ciała. Chłopak pokręcił przecząco głową, dając jej do zrozumienia, że tym razem to ona ma wić się w rozkosznej ekstazie spełnienia. Pozwolił, by oplotła nogami jego biodra, po czym złożył na jej wargach nieco bardziej agresywny pocałunek. Dziewczyna odrzuciła głowę do tyłu, otwierając lekko usta; z jej gardła po chwili wydobył się pojedynczy jęk, kiedy wargi i język chłopaka zbliżyły się do brodawek, które zdążyły już stwardnieć i wznieść się ku górze. Uwielbiał rozkoszować się widokiem jej nagiego ciała.

Jesteś piękna – wyszeptał, pokrywając jej szyję delikatnymi pocałunkami.

Nie potrafił odróżnić perfum, którymi obficie skropiła się dzisiejszego poranka, od naturalnego zapachu jej ciała; jego zmysły zatraciły się w ekstazie podniecenia. Pieścił ją, palcami dotykając najmniejszego skrawka jej jedwabistej skóry – chciał mieć ją całą. Spijał z jej czerwonych, przywodzących na myśl krew warg pojedyncze słowa, dźwięki symbolizujące nieprzejednaną rozkosz, którą tej nocy dawały jej jego ręce, język i wargi.

Zielone tęczówki dziewczyny zaszkliły się w złocistej poświacie księżyca, który, niczym skrzętnie ukrywający się szpieg, był jedynym świadkiem ich miłosnego uniesienia. Z ukrycia obserwował ich połączone węzłem miłości fizycznej ciała; jego niewidzialne oczy odnotowywały każdy najmniejszy ruch dwojga młodych, mogłoby się zdawać, niedoświadczonych ludzi; nie uchodziły jego uwadze szemrzące oddechy, którymi ciemnowłosy częstował drobną, o przymkniętych powiekach rudowłosą dziewczynę. Ich ruchy, z początku wolne, nieśmiałe, teraz stawały się energiczniejsze - kąsała skórę na jego ramionach, wbijała paznokcie w naznaczone ekstazą plecy, smakowała go. Języki, splecione w conocnej walce o dominację, błądziły w głębinach ustnych partnera, a spod przymkniętych powiek rudowłosej wydostała się pojedyncza łza, torując sobie drogę pomiędzy lśniącymi śladami. Silna dłoń uniosła jej podbródek, by w chwilę później nawilżone od śliny wargi raczyć się mogły jedynym wspomnieniem minionych chwil, które, niczym piękny motyl, przysiadły na jej zaróżowionym policzku.

Na jej ustach pojawił się nieśmiały uśmiech, kiedy mężczyzna zbliżył dłonie do miejsca jej prawdziwej kobiecości – jego palce sprawnie uporały się ze skąpym materiałem bielizny, która zakrywała ciemny meszek; i mimo że czynił to wiele razy, rozpoczął na nowo wędrówkę do dżungli namiętności, apogeum rozkoszy, którą miał zamiar dać jej jeszcze wiele razy dzisiejszej nocy. Nabierał w usta krótkie kosmyki, wodził językiem po zakamarkach jej cielesności, aż słodki smak kobiety dostał się do wnęk jego języka i policzków. Ich oczy spotkały się na milisekundy – sekundy, kiedy to rudowłosa bezgłośnie wyszła mu na spotkanie.

Poruszał się w niej miarowo, przeczesywał jej zaognione włosy, przez cały ten czas patrząc w jej zielone tęczówki, z których wyłaniał się obraz mężczyzny, który dawał jej spełnienie. Wspólnie przenieśli się do krainy obopólnej rozkoszy, złączeni własną fizycznością.
 

   Kochaj mnie, Nick.
 

 
 
.
 
 
Cicho przemieszczała się szpitalnymi korytarzami. Mocno czekoladowe, związane w grube warkocze włosy opadały na ramiona, a zielone oczy uśmiechały się do każdej napotkanej osoby. Przystanęła po chwili, nasłuchując. Do jej drobnych uszu dotarł stłumiony głos matki:
  – Jak to możliwe, George? - Jej twarz przyozdobił grymas bólu, a z oczu znikały powoli iskierki nadziei. - Mówiłeś przecież, że w najbliższym czasie dojdzie do przeszczepu.
–  Są inni, Sally - przerwał jej mężczyzna w białym fartuchu. – Wiesz, jakie są przepisy. Musimy...
– ... wierzyć, tak? Musimy mieć nadzieję? – Głos kobiety rozszedł się echem po korytarzu, kiedy drobnymi rękami odtrącała wyciągnięte w swoją stronę ręce lekarza. – A co jeśli już mi jej zabrakło? Nie chcę wierzyć ani mieć nadziei, chcę wiedzieć, że ona nie umrze, rozumiesz?
Przez kilkanaście zabarwionych milczeniem sekund mężczyzna wpatrywał się w puste oczy kobiety, by po chwili cicho powiedzieć:
 – Rozumiem. – Kobieta stojąca przed nim czuła, jak coś w środku niej pęka, jakby los pociągał za sznurki jej serca, powoli kolejne wyrywając. – I robię, co w mojej mocy, wierz mi.
– Nie, George, nie rozumiesz. Nie rozumiesz lęku, który towarzyszy mi w drodze do jej pokoju z samego rana, kiedy idę sprawdzić, czy jeszcze oddycha. Nie rozumiesz bólu, który stał się nieodłącznym elementem mojego życia. To tylko puste słowa... – Zagryzła wargę, dusząc w sobie przekleństwa, które miała ochotę wykrzyczeć na oczach wszystkich. Zanim ponownie odtrąciła ręce postawnego mężczyzny i odwróciła się, zdążyła wyszeptać po raz kolejny: – Nic tak naprawdę nie rozumiesz.
Świadek tego zdarzenia, szczupła brunetka, o mlecznobiałej cerze, słysząca każde słowo, widząca każdy gest, odwróciła się. Jej ciałem zawładnął strach - paraliżował każdą labilną komórkę jej ciała; unosił w górę, pozwalając, by nadzieja znalazła sobie miejsce w jej chorym, słabym sercu, a potem – ni stąd, ni zowąd - zrzucał ją z obłoków wyobrażeń o bezpiecznej przyszłości. Pozwalał, by tonęła – zmieszana, lękliwa, odziana jedynie w ból i cierpienie. Lubił ją taką.
 
Strach wybrał ją sobie jako kochankę.
 
Szła, wpadając na ludzi – nie rozpoznawała ich twarzy, mimo że niektórych nazywała przyjaciółmi; kontury rozmazywały się, a w barwnych plamach nie potrafiła rozróżnić pojedynczych odcieni. Lepkie macki potu wpełzły na jej czoło, a krople łez wżerały się w skórę. Cierpiała. Nie wiedziała, czy bolała ją świadomość własnej śmierci, która miała nadejść niebawem, czy fakt, że nie poznała jeszcze smaku młodości.
Złapała się za pierś, przyciskając drobne, acz długie palce, mając nadzieję, że ten prozaiczny gest uwolni jej ciało od bólu. Za sprawą łez, które były naturalnym odruchem obronnym jej serca, i posklejanych resztkami tuszu rzęs, nie widziała nic – szukając sali, kierowała się instynktem, który podpowiadał jej, gdzie iść. Jej bezbronne, podatne na wszelkie bodźce ciało nie miało już siły;  najmniej sprawny, a jednocześnie jeden z najważniejszych organów wysyłał jej jednoznaczne sygnały. Przez podrażnione suchością gardło nie był w stanie przedostać się żaden dźwięk – dziwiła się, dlaczego nikt nie przychodzi z pomocą, a zarazem zastanawiała się, skąd ta pomoc miałaby nadejść.
Na swych ramionach, odzianych w szpitalną piżamę poczuła czyjeś silne ręce – pomoc nadeszła.
 
To Twoja walka o przetrwanie, Nomelle.
 
 
.
 
 
Z delikatnie rozchylonych warg wydostało się nikotynowe koło, wędrując ku górze, by po chwili zniknąć w atmosferze, rozłożone na miliony małych atomów trującego dymu. Ciemnowłosy chłopak poprawił jedną ręką niedbale zarzucony na biodra satynowy materiał, po krótkiej chwili przyozdabiając twarz cynicznym uśmiechem – jego czekoladowy wzrok spoczął na białej, o postrzępionych końcach kartce; dowodzie jego przegranego życia.
 
Pogrzebałem marzenia, z premedytacją zabiłem samego siebie, pożegnałem rodzinę i przyjaciół, zakopałem pasję głęboko w ziemi i sprawiłem, że parę milionów ludzi znienawidziło mnie już na zawsze; a wszystko to siedemnastego dnia listopada dwutysięcznego szóstego roku, kiedy postanowiłem sam decydować o własnym życiu i odszedłem z zespołu. Samobójstwo niedoskonałe? Możliwe, mimo wszystko nadal egzystuję i mam wrażenie, że jestem jednym z najgorszych skurwysynów tego świata.
 
 
*
 
… obiecaj, że prosisz o to ostatni raz.
Obiecuję.
* soup.io/
 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz